piątek, 22 stycznia 2010

Long time no see

I'm one helluva lazy bastard :/
Jest zimno,śniegowo,ślisko i wietrznie i nie mam ochoty nosa z domu wyściubiać, ale tyle ciekawego się na zewnątrz dzieje że nie mam właściwie wyboru :D
Wczoraj okazją było wyjscie do kina i zakuuupyyyy
Filmu nie polecam [Daybreakers...mało wampira w wampirze niestety :<] za to zakupy jak zwykle udane,choć bardzo skromne i podstawowe,bo bieliźniane ;)


A żeby nie było tak do końca zimno i szaro to neon pink lakier,którego mój bf nienawidzi,a który mi kojarzy się z herbatą malinową




















Enyuej, to tunika,którą wygrałam w Coco'wym konkursie i dostałam nie do końca to co zamówiłam,ale postanowiłam ją przerobić...No i jak zwykle na postanowieniach się skończyło :/
Czapka jest najlepsza na świecie,bo podszyta polarem
Różyczki są z H&M i są spinkami do włosów,ale chyba wolę je jako broszki.
Oficerki długo pokutowały w szafie,bo zupełnie mi nie pasowały, a kupiłam je trochę z rozpędu bo 'oficerki wypada mieć' oraz 'na zimę potrzebne są czarne buty'...Ale po dwóch zimach w szafie odpokutowały,albo mój gust i oko się zmieniło i się przeprosiliśmy :)





















hat- vero moda
roses hairclips - H&M
dress[?] - culture
jacket - promod
nail polish- bought on a market somewhere ;)

4 komentarze:

  1. całkiem ciekawie wygląda ta tunika zestawiona z wełnianą czapką :D

    www.kot-wariat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń